Po zasłużonej wygranej w ostatniej kolejce w Szczecinie, lubinianie wybierali się do Krakowa na mecz z Wisłą mając nadzieję sprawić niespodziankę i wywieźć choćby punkt z grodu Kraka. Optymizm potęgowały dochodzące z obozu rywala wiadomości o kontuzjach czołowych graczy Wisły.
Przed meczem doszło do miłej uroczystości. Byłym piłkarzom Wisły, obecnie reprezentującym barwy Zagłębia, przedstawiciele krakowskiego klubu wręczyli kwiaty i złożyli gratulacje. Ta miła niespodzianka spotkała: Olgierda Moskalewicza, Grzegorza Nicińskiego, Bogdana i Marka Zająców. Z niezrozumiałych powodów pominięty został jeszcze jeden były gracz krakowian - Brasilia.
Zagłębie rozpoczęło grę z sześcioma nominalnymi pomocnikami, chcąc w ten sposób zneutralizować poczynania środkowej linii Wiślaków. Początek spotkania należał do gospodarzy, którzy natarli na bramkę lubinian z wielkim animuszem. Groźnie było już w 3 minucie, kiedy to dwukrotnie strzelał Kalu Uche. Pierwszy strzał powędrował jeszcze nad bramką, drugi natomiast zatrzymał się na poprzeczce bramki strzeżonej przez Andrzeja Krzyształowicza. W rewanżu, groźny strzał Moskalewicza szybujący w okienko wiślackiej bramki w ostatniej chwili wybił Angelo Hugues.
Pierwsza bramka dla Krakowian padła w 19 min po dwójkowej akcji Żurawskiego z Kosowskim. Silne dośrodkowanie Żurawskiego w pole karne do nadbiegającego Kosowskiego, który strzałem głową pokonuje bezradnie interweniującego Krzyształowicza. 1-0 dla Wisły. Tuż po wznowieniu gry bliski wyrównania był Jacek Manuszewski, jednak jego silny strzał w krótki róg sparował bramkarz gospodarzy, a piłka powędrowała na rzut rożny. Chwilę później inicjatywę znowu przejęła Wisła, a defensywnie ustawione Zagłębie czekało na okazję do kontrataku.
W 42 minucie padła druga bramka dla gospodarzy. W pole karne dośrodkowywał bardzo aktywny tego dnia Kalu Uche. Do bitej przez niego piłki najwyżej wyskoczył Maciej Żurawski i ulokował piłkę w okienku bramki Zagłębia. Odpowiedź lubinian była natychmiastowa. Tuż po wznowieniu gry wykorzystali rozluźnienie w szeregach gospodarzy. Jacek Manuszewski po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów, pewnym strzałem po ziemi nie dał najmniejszych szans bramkarzowi gospodarzy. Do przerwy 2-1.
W drugiej połowie Zagłębie wyszło z nadzieją na odrobienie strat i co chwilę było groźnie pod bramką Wisły. Nie mający nic do stracenia lubinianie odważnie ruszyli do przodu i po raz kolejny zostali skarceni. W polu karnym piłkę wywalczył Żurawski i nie dając najmniejszych szans za skuteczną obronę, po raz kolejny umieścił piłkę w bramce Krzyształowicza. Kolejną świetną interwencją bramkarz lubinian popisał się 5 minut później, kiedy po silnym strzale Szymkowiaka z rzutu wolnego, pewnie wybił piłkę w pole. Wynik spotkania został ustalony w 87 minucie. Cantoro wyłuskał piłkę w środku pola i podał do Tomasza Frankowskiego. Napastnik Wisły technicznym strzałem skierował ją nad wybiegającym bramkarzem.
Podsumowując... Osłabione Zagłębie nie było w stanie przeciwstawić się Wiśle. Szczególnie widoczny był brak w linii obrony kontuzjowanego Bogdana Zająca. Wisła po raz kolejny udowodniła, że jest najpoważniejszym kandydatem do tytułu Mistrza Polski w obecnym sezonie.
Konferencja prasowa trenerów:Henryk Kasperczak: Wszyscy moi piłkarze zagrali z determinacją i ambicją, chcąc się zrehabilitować za remis ze Szczakowianką. I pokazali dobrą oraz skuteczną grę. Dobrze, że Frankowski po powrocie po dłuższej przerwie zdobył od razu gola, bo to podbuduje go psychicznie.
Wiesław Wojno: Wisła była od nas o klasę lepsza i mogła zdobyć więcej goli. My byliśmy tylko tłem dla krakowian, którzy walczyli z olbrzymią ambicją i pokazali dynamiczną, kombinacyjną grę. To drużyna europejskiej klasy.
Relacja przy pomocy serwisu wislakrakow.com